Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego. - Ernest Hemingway

Tak też było i u nas... Czas przedstawić kolejnych naszych współlokatorów, a dokładniej współlokatorki :)

Zazwyczaj kiedy temat rozmowy z nowo poznanymi osobami schodzi na zwierzęta i oznajmiamy, że mamy 2 psy, ludzie patrzą na nas z niedowierzaniem. Kiedy dodamy, że to nie wszystko, bo są jeszcze 2 kotki, już nam nikt nie wierzy. Na szczęście w telefonie mam kilka wspólnych psio-kocich zdjęć, wtedy już muszą uwierzyć :)

Generalnie jestem psiarą, z kotami nigdy nie miałam nic wspólnego, ba nawet trzymałam się od nich z daleka. Pewnego razu kolega z dawnej pracy przyszedł z zapytaniem co ma zrobić z kociakami, których nie ma gdzie oddać. Znajomi mają już koty, w schronisku ich nie przyjęli, chłop pracujący po 12 godz dziennie nie miał czasu jeździć od instytucji do instytucji. Obiecałam popytać znajomych, ale nic nie wskórałam. Kumpel wpadł na pomysł by zacząć wiercić mi dziurę w brzuchu i namawiać mnie na kociaka. Początkowo zapierałam się rękami i nogami. Jednak po dłuższym zastanowieniu, postanowiłam wziąć jedną z pozostałych dwóch kotek do siebie. Miałam mieć 5 dni wolnego, więc pomyślałam, że to idealna opcja by poćwiczyć z psami w sporym rozproszeniu, no i oduczyć je ganiania za kotami. W między czasie oczywiście szukając domu na stałe.

Początki były trudne. Coma - bo takie imię kicia dostała, była strasznie agresywna do psów. Rzucała się na nie z pazurami i zębami. Pierwsze 2 dni spędziła w psim kennelu, aby się troszkę oswoić. Psy kładły się obok klatki, ale Coma i tak je atakowała.


Później jak zaczęły się stopniowo poznawać i oswajać, Daniel mój przyzwyczaił się do niej i nieświadomie podjął decyzję, że Coma zostaje. Myślę, ze wpływ na to miały wspomnienia z dzieciństwa, bo wtedy mieszkała z nim podobna kotka.



Minęło kilka miesięcy, na portalach społecznościowych zaczęło pojawiać się mnóstwo informacji o kociakach, które szukają domów. Wtedy po raz pierwszy przeszła mi przez głowę myśl, że przydałby się jeszcze jeden mruczek, a raczej pani mruczanka w domu. W końcu jak my wychodzimy bierzemy ze sobą psy, kot jest domowy, więc przydałby się jeszcze zwierz który by towarzyszył podczas naszej nieobecności. Nie minęło kilka dni, a pojawiła się u nas mała kuleczka, oficjalnie na weekend, ale wiadome było, że zostanie na zawsze, bo cała nasz 5 zakochała się w niej :)


Teraz jest tak :)







Share:

3 komentarze

  1. zawsze najgorsze są początki:) My mamy 2 kociaki, parkę, ale nie kupiliśmy ich od razy tylko po kolei. Też były bojki między nimi przez 2 tygodnie, ale teraz zachowują się jak zakochana para:P Masz cudowne zwierzaczki. Będę częściej wpadać. Zdjęcia śliczne;p Pozdrawiam:) Zapraszam do nas:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajrzałam do Was na szybko, gdyż czasowo jeszcze jestem ograniczona. Śliczne kudłacze :)
    Costa nie sprawiała problemów, pewnie dlatego, ze była mniejsza jak do nas trafiła, no i od urodzenia wychowywała się z 2 psami. Coma natomiast miała kilka miesięcy i psa na oczy nie widziała wcześniej, no może przez okno z daleka :P
    W sumie Costa jest bardziej psem, ma o wiele więcej typowo psich zachowań.

    OdpowiedzUsuń
  3. urocze są te zdjęcia jak razem śpią :)

    OdpowiedzUsuń