Do przyczepki podejście drugie



Jak gdzieś wspominałam, postanowiliśmy wrócić do pracy z przyczepką, ale ciut inaczej. Do tej pory była ona podpięta do roweru Pańciunia. Psy biegają przy moim rowerze, a kiedy próbowaliśmy je zapakować następował bunt.

Udało nam się również namówić Dolarową Pańcie, by się przełamała i uwierzyła w Dolca – zdecydowanie jej wiara
w możliwości psa jest za słaba. W związku z ich pierwszym razem, wybraliśmy się po godzinie 21, by w miarę możliwości ograniczyć bodźce rozpraszające. Jak się okazało próby zapoznania psa z czynnością, jaką jest bieganie przy rowerze, przerodziły się w 10 km przejażdżkę. Nawet powrót przez miasto wyszedł spoko.
Jeśli zaś chodzi o przyczepkę, dziś była forma aklimatyzacji. Pierwsza próba podpięcia jej do mojego roweru, pierwszy raz z przyczepką ( w ogóle), a do tego jednocześnie 2 psy obok. Z początku był stres, bo brakowało mi wyczucia jak „jestem szeroka” czy się zmieszczę, itp. Bilans ofiar i strat jest zerowy! Nikogo nie potrąciłam, przyczepki nawet nie zarysowałam i nawet wyrobiłam sobie „czucie” i wracając miastem, nie straszne mi były wąskie przejścia, czy ludzie których trzeba było minąć.

Planujemy teraz intensywną pracę i mamy nadzieję na pozytywne efekty. 

P.S. Zdjęcia z przerwy na pompowanie, w trakcie powrotu :)




Share:

2 komentarze

  1. Mam nadzieję, że już niedługo spotkamy się na trasie rowerowej z psami w przyczepach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jeśli uda nam się temat przyczepki ogarnąć to w domu ciężko będzie nas zastać :)

      Usuń