Bezpsiowy Mikołajkowy Weekend



Na ten wyjazd czekaliśmy od września. Mimo kilu sytuacji wyprowadzających z równowagi, nie było mowy o odwołaniu  mikołajkowego weekendu. Ostatecznie wybraliśmy się w cztery osoby. W nocy z piątku na sobotę około 3:30 wszyscy byli zwarci i gotowi do wyjazdu.
Pierwszym celem był Kraków, jednak biorąc pod uwagę fakt, iż przed wyjazdem spaliśmy 1,5 godz. postanowiliśmy,
że zrobimy przerwę na rozprostowanie kości we Wrocławiu. Na rzucenie okiem na Wrocławski Rynek mieliśmy około 40 minut.
Duże wrażenie zrobiły na nas krasnale.
Od 2005 roku wrocławski rzeźbiarz Tomasz Moczek ustawił 5 pierwszych krasnali, które stały się integralną częścią  przestrzeni miejskiej. Nowe postacie tworzą artyści z całej Polski, a ich opiekunami są instytucje publiczne, firmy oraz 0s0by prywatne. Organizowane są specjalne wycieczki szlakiem krasnali, gry, spektakle oraz wydawane mapy turystyczne dla chcących połączyć szukanie krasnali ze zwiedzaniem Wrocławia.




Niedługo później byliśmy już w drodze do Krakowa, a dokładniej do mojego ulubionego hostelu. (Jeśli ktoś kiedyś będzie szukał noclegu w Krakowie, to z czystym sumieniem każdemu polecę Hostel Lwowska 26, przy ul. Lwowskiej 26). Obsługa przemiła, a miejsce przytulne i ciepłe. Zanim jednak dotarliśmy do celu, zaliczyliśmy 2 przystanki.
Pierwszym był Kopiec Kościuszki. Niestety gęsta mgła nie pozwoliła nam obejrzeć panoramę miasta. Doznania zrekompensował nam spacer po okolicznym parku. Z resztą jego urok można zobaczyć na zdjęciach.








Drugim był Zalew Zakrzówek, który powstał w 1990 roku, po zalaniu starego kamieniołomu wapienia. Brzegi zalewu stanowią jedno z ulubionych miejsc wypoczynkowych krakowian, ale kąpiele są zabronione.  Akwen dzierżawi  Centrum Nurkowe Kraken, które prowadzi w nim bazę nurkową.  Na głębokości  7-31 metrów można podziwiać zatopiony autobus, dużego fiata, granitową płytę upamiętniającą Karola Wojtyłę, który pracował w kamieniołomie w trakcie II wojny światowej.




Po dotarciu do hostelu i doprowadzeniu się do stanu używalności nie traciliśmy  czasu na odpoczynek.
Umieraliśmy z głodu, więc spacer po Kazimierzu rozpoczęliśmy od znalezienia miejsca z dobrym żarełkiem. Nam trzeba było czegoś wegańskiego, dlatego postanowiliśmy się rozdzielić. Nasza część trafiła na ul. Dietla do MOMO. Wystarczyło wejść do środka by móc powiedzieć, że przy każdej możliwej okazji będziemy tu wracać. Z pełnymi brzuchami. Przed ostatnią atrakcją tego dnia zaliczyliśmy szybki spacerek po Wawelu, Rynku i okolicznych Planach. Jako, że byłam w tych miejscach wielokrotnie, nie spodziewałam się nadzwyczajnych wrażeń. Zostałam mile zaskoczona, gdyż w okolicach Sukiennic odbywał się jarmark mikołajkowy. Mimo minusowej temperatury czuć było ciepło i bardzo pozytywne nastroje. Scena, z której dobiegały kolędy i pastorałki, spacerujący Mikołaj, historyczne postacie z innej epoki i straganiki, na których wędzono oscypki, rozlewano grzane wino i sprzedawano rękodzieła, pierniczki i produkty regionalne. Do tego ludzie w bardzo dobrych humorach korzystający ze wszystkich dobrodziejstw, klimat udzielał się wszystkim.



Jako, że czas nas gonił, nie było opcji skosztowania grzańca i dołączenia do zabawy.
W pozytywnym nastroju  przeszliśmy do ostatniej atrakcji zaplanowanej na ten dzień.  Była to gala KSW. Już przed wejściem byliśmy pod ogromnym wrażeniem , gdyż nowo wybudowana hala robiła piorunujące wrażenie. W końcu jest największym tego typu obiektem w naszym kraju.  Samo widowisko też zaliczamy do udanych. Jedne walki podobały się bardziej inne mniej, ale było warto.  
Po powrocie do hostelu popadaliśmy jak muchy, żeby ostatniego dnia wstać i wyruszyć w góry. 

Żadne z nas nie spodziewało się aż tylu tak mocnych wrażeń. Samochód  zostawiliśmy na parkingu przy Przełęczy Krowiarki.  Zaczęliśmy od niebieskiego szlaku w kierunku schroniska.  Przyznam się szczerze, obawiałam się, że nie wejdziemy na szczyt, a po  drodze będziemy  słuchać marudzenia.
Drogę do schroniska pokonaliśmy  w dwóch grupach, idąc własnym tempem.  Ostatecznie zajęło nam to o 30 min mniej niż podawały wszystkie przewodniki i tabliczki. 




Samo schronisko tez nas zaskoczyło.  Warunki w ogóle nie schroniskowe, jedzonko pyszne i niedrogie, a obsługa bardzo miła. Odpoczynek i konsumpcje zakończyliśmy o 15:50. Biorąc pod uwagę późną porę i fakt, że zaraz zacznie się ściemniać, totalnie zapomnieliśmy o stopniu trudności podejść i wybraliśmy trasę żółtym szlakiem.  Akademicka Perć - podobno najtrudniejszy szlak w całych Beskidach.

Połowa drogi wymagała  od nas dużej uwagi i ostrożności, gdyż wszystko było oblodzone i zasypane śniegiem. Szlak prowadził niekończącymi się schodami. Pochłaniało to sporo sił. Wtedy jeszcze myśleliśmy, że ten odcinek jest najtrudniejszy i będzie się ciągnął aż na sam szczyt. Odrobinkę się myliliśmy. Dalej czekały na nas skały, łańcuchy
i klamry. Zrobiło się bardziej niebezpiecznie niż na początku. Przez chwilę pomyśleliśmy o tym by zawrócić, ale było to nie możliwe i zdecydowaliśmy się iść dalej. Ostatni odcinek pokonaliśmy na kolanach po śniegu, gdyż wszystko było pokryte białą warstwą. Nie wiedząc co znajduje się pod spodem, tak było najbezpieczniej. Przewodniczka beskidzka – Sylwia Rusin na swojej stronie zamieściła opis tego szlaku (zamieszczam poniżej, ale czytając proszę sobie wyobrazić ten krajobraz o zmroku, otoczony mgłą, pokryty lodem i śniegiem, a do tego brak odpowiedniego obuwia a co najważniejsze doświadczenia, przez połowę uczestników.)

„Początek tego pięknego szlaku zaczyna się na wysokości 1180m n.p.m. Już na samym początku idziemy drewnianymi schodami, dzięki czemu szybko będziemy zdobywać wysokość. Po przejściu 210m drewnianymi schodami będziemy znajdować się już o 60m wyżej względem początku szlaku. To miejsce rozpoznasz po tym, że tu po raz pierwszy drogę przetnie ciek wodny Szumiącego Potoku. Legenda głosi, że ten kto się napije wody z tego potoku, ten będzie tu wracał do końca życia. Po przejściu kolejnych 96 metrów po kamiennych schodach będziemy już na wysokości 1290m n.p.m.
i będziemy mieli okazję po raz drugi napić się wody Szumiącego Potoku.

Tu podejście nieco będzie mniej strome i po przejściu 34 metrów już ostatni raz zobaczymy Szumiący Potok oraz tablicę informacyjną o tym wspaniałym cieku wodnym. Jesteśmy na wysokości 1306m n.p.m. Następny odcinek to już dosyć łagodne podejście mające 190m długości i znajdziemy się po paru chwilach na wysokości 1335m n.p.m. przekraczając tym samym górną granicę lasów, z której zobaczymy pierwsze wspaniałe widoki. Od tego momentu będą nam towarzyszyć liczne, piękne skałki. Również stąd będziemy mogli zobaczyć "lawinę kamieni" na północno-zachodnich stokach Babiej Góry.

Po przekroczeniu górnej granicy lasów babiogórskich, podejście stanie się bardziej strome i po przejściu 304m szlaku znajdziemy się na wysokości 1450m n.p.m. na skalnej półce, na której zobaczymy pierwsze łańcuchy. W tym miejscu półka skalna jest całkowicie bezpieczna mimo jej 50cm szerokości. Przepaść ma tu nie wiele ponad 6m wysokości,
ale w warunkach suchych nie grozi tu żaden poślizg i nawet nie trzeba trzymać się dodatkowych ułatwień i zabezpieczeń. Z pewnością ta półka skalna jest jednym z trzech najbardziej widokowych punktów na Perci Akademików.

Na całej długości tego odcinka szlaku zbocza będą porastać tylko młode jarzębiny, które pięknie komponują się ze skałami. 84m dalej od tej półki skalnej będziemy wyżej już o kolejne 50m. Tu będziemy mieli okazję po raz ostatni zobaczyć wysokogórski ciek wodny. 57m dalej znajdziemy się na wysokości równej wysokości Małej Babiej Góry (1517m n.p.m.) z której będziemy mogli zobaczyć "lawinę kamieni" w całej okazałości i samą Małą Babią Górę. Przed nami będzie trochę bardziej wymagające podejście po skałach, na którym trzeba sobie pomóc łańcuchami, ponieważ w tym miejscu skały są mokre od cieków wodnych, a przez co bardzo śliskie w niektórych miejscach.

15m wyżej będzie nas czekał ostatni - najtrudniejszy odcinek szlaku - KLAMRY, które znajdują się na wysokości 1540m n.p.m.. Ten odcinek jest z pewnością najtrudniejszy, ale dla przeciętnego turysty jest on całkowicie dostępny. W tym miejscu trzeba wejść za pomocą łańcuchów i 6-ciu klamer na 8-mio metrową, pionową ścianę skalną zwaną Czarnym Dziobem. Po wejściu na szczyt tej ściany czeka nas już tylko długa, męcząca wędrówka skalnymi schodami, gdzie po obu stronach zauważymy, że na trawie będzie leżało coraz więcej głazów i kamieni. Znajdziemy się na tak zwanym gołoborzu - czyli morzu kamieni i głazów różnej wielkości.
Tuż pod szczytem, na wysokości 1723m n.p.m. dostrzeżemy w skałach białą figurkę Matki Boskiej. Teraz pozostaje nam tylko zdobyć szczyt Babiej Góry, który znajduję się o parę kroków od nas.”

Na szczycie znaleźliśmy się dokładnie o 17:19. Było ciemno i mglisto, mimo to dech zapierało w piersiach.
Nie wierzyliśmy, że nam się to udało, że w takich warunkach pokonaliśmy ten niełatwy szlak, bez żadnych kontuzji.
Nie mieliśmy pojęcia co nasz czeka dalej, ale byliśmy pewni, ze będzie już tylko łatwiej. Ze szczytu kierowaliśmy się czerwonym szlakiem w kierunku Przełęczy Krowiarek.  Część drogi zjeżdżaliśmy na pupach po lodzie, dzięki czemu dość szybko znaleźliśmy się na parkingu.
Po dniu pełnym wrażeń bez chwili odpoczynku wyruszyliśmy w kierunku Szczecina. Połowa drogi pełna emocji obfitowała w liczne refleksje i spostrzeżenia. Gdy atmosfera się uspokoiła tył auta zasnął, a przód dbał o to byśmy cali i zdrowi wrócili do domu.

Zdjęć obrazujących odcinki Akademickiej Perci nie udało nam się zrobić, dlatego poniżej prezentuję kilka znalezionych
w necie.
autor foto: http://cilosyblog.blogspot.com/

foto z: http://www.bgpn.pl/

foto z: http://www.bgpn.pl/

foto z: http://www.bgpn.pl/

Mikołajkowy weekend w liczbach:
1617 km jazdy samochodem
13 km spaceru po górach
1344 m wędrówki po drewnianych i skalnych schodach po najbardziej stromym zboczu północnej Babiej Góry
3072 schodów (179 z drewna, 2893 z kamieni i skał, które musisz pokonać, aby dotrzeć na szczyt Babiej Góry
3 trudniejsze punkty, które posiadają zabezpieczenia w postaci łańcuchów
1 pionowa ściana, po której wchodzi się za pomocą 6 klamer oraz łańcuchów.

Share:

0 komentarze