Londyn w jeden dzień

Przyznam się bardzo szczerze, że Londyn nigdy w życiu mnie nie interesował. Teraz żałuję, że nie skusiłam się na poznanie tego miejsca przy wcześniejszych okazjach. Tym razem czasu było nie wiele, więc zwiedzanie odbywało się w odpowiednim tempie.


Do Londynu dotarliśmy w godzinach wczesnopopołudniowych. Zostawiliśmy rzeczy i ruszyliśmy na Victoria Coach Station. Stamtąd idąc wzdłuż Buckingham Palace Road, aż do Pałacu Buckingham. Kolejnym punktem, do którego doszliśmy była Katedra Westinisterska. Następnie poruszając się wzdłuż Victoria Street odbiliśmy do Westminister Abbey. Stąd widać już Big Ben’a. W tym miejscu już zaczynał nas łapać zmrok. Trafiliśmy na świetną porę, gdyż oświetlenie miasta dodawało uroku, a mimo to nie musieliśmy przepychać się w tłumie turystów. Następnie korzystając z Westminister Bridge przedostaliśmy się na drugi brzeg Tamizy. Przeszliśmy obok London Eye i zmierzając wzdłuż Tamizy kierowaliśmy się w stronę Tower Bridge. Po drodze oglądając: South Bank, Tate Modern, The Shard, HMS Belfast.
Po przejściu przez Tower Bridge powoli kierowaliśmy się do punktu, z którego rozpoczęliśmy nasze ekspresowe oglądanie miasta. Po drodze planowaliśmy skorzystać z możliwość obejrzenia miasta z góry wchodząc na The Monument. Niestety jedynym minusem zwiedzania po zmroku jest fakt, iż część atrakcji turystycznych jest już nieczynne. Po drodze rzuciliśmy jeszcze okiem na St. Paul’s Cathedral, a chwilę później siedzieliśmy już na przystanku i czekaliśmy na autobus, który zawiózł nas na odpoczynek.
Zanim udaliśmy się na lotnisko wybraliśmy się jeszcze w magiczne miejsce – Portobello Road Market, odbywający się wzdłuż Portobello Road  w dzielnicy Nothing Hill. Mieliśmy szczęście trafić tam w sobotę, czyli w dniu, kiedy najwięcej się tam dzieje. Kupić można było tu dosłownie wszystko. Nie zobaczylibyśmy tego, gdyby nie nasz znajomy, który opowiadając nam o Borought Market (mówił cały czas Portobello Market ;)). Wywołał we mnie tak wielką chęć zobaczenia tego miejsca, że mimo niezgodności w lokalizacji (Borought Market jest nie daleko Tower Bridge, a Portobello w zupełnie innej części Londynu), przed odlotem musieliśmy tam zajechać. Dzięki takiej małej pomyłce kolejne miejsce ląduje na liście „do zobaczenia” i będzie trzeba Londyn odwiedzić raz jeszcze. Mimo to Andrzeju, ogromnie dziękuję za szybką instrukcję za ogarnięcie nam tras, dzięki Tobie mimo ograniczeń czasowych zobaczyliśmy tak wiele.

Myślę, że jeszcze tam wrócimy. Miasto urzekło nas nie tylko rewelacyjną architekturą, ale przede wszystkim otwartością. Widoczna wszędzie wielokulturowość robi ogromne wrażenie. Nie wiem jak jest tam na co dzień, ale życzliwość z jaką się spotkaliśmy sprawiła, że bardzo szybko się tam odnaleźliśmy i w ogóle nie czuliśmy obco. Wisienką na torcie były kawiarnie, w których nie musiałam pytać o dostępność roślinnego mleka, to mnie pytano czy ze zwykłym czy sojowym. 



Podczas tak krótkiego pobytu w Londynie trafiliśmy na wiele dobrych duszyczek. Szczególnie chcielibyśmy podziękować dziewczynom za przygarnięcie nas pod swój dach, ekspresowe przeszkolenie z komunikacji miejskiej, która była dla nas wielką zagadką, i niespodziankowe śniadanko. Zawsze kiedy będziecie w ZS jesteście mile widziane u nas ;) 






P.S. TUTAJ znajdują się zdjęcia, których w poście byśmy nie upchnęli ;) 




Share:

0 komentarze