O naszych biegach na 10 łapach ;)


Ostatnio bieganie z psem jest dość popularnym tematem. Co raz więcej organizowanych jest canicrossów, dogtrekingów i podobnych imprez dla ludzi z przynajmniej jednym psem.
Do tej pory nigdy nie było nam po drodze na takie typowe psie imprezy, za to mamy doświadczenie w różnych trekkingach i imprezach na orientację dla ludzi. Oczywiście udział braliśmy z psami.  Jednak nigdy nie było mowy obieganiu.

Jako, że przez pół życia miałam problemy z kolanami, co w konsekwencji wiązało się ze zwolnieniem z w-f’u, a do tego gratisowa astma sprawiały, że bieganie to było ostatnie o czym chciałabym pomyśleć.
Z wiekiem wszystko zaczęło się zmieniać. Od kiedy pojawił się Shadow wielokrotnie robiłam podchody do biegania. Udawało mi się raz na miesiąc, może dwa wyjść i potruchtać, ale do systematyczności brakowało silnej woli i chyba trochę motywacji. Chciałam, ale na chęciach się kończyło. W sumie to od zeszłego roku biegać zdarza nam się częściej, ale wciąż nie mogę powiedzieć, że regularnie. Co prawda zaczyna sprawiać mi to przyjemność, co wydaje mi się może oznaczać, że w końcu się przełamałam.
O korzyściach z biegania nie muszę pisać ani w stosunku do swojej osoby, ani do psów, bo jest to coś oczywistego.  Właśnie dlatego, przy niewielkich namowach pańciunia zrobiłam kolejne dwa kroki, do tego aby regularne bieganie weszło mi w krew i standardowy harmonogram tygodnia. Pierwszym są paskudne buty biegowe. Tak, wizualnie nie bardzo mogę na nie patrzeć, ale w trakcie testów i wyborów nawet nie spoglądałam na to co mam na nogach. Założenie było proste, znaleźć coś co będzie wygodne dla moich krzywych stóp. Niestety w akcesoriach sportowych widoczne są trendy modowe, a obecnie na rynku większość butów ma jaskrawe i pstrokate wzory, przynajmniej z tych, które jakoś leżą na moich nogach.  Pocieszałam się myślą, że po pierwszym wyjściu do lasu, tonacja kolorów się zmieni - niespodzianka już po kilku leśnych testach, bieganiu po błocie nic się nie zmieniło, brud się nie czepia, a buty dalej wyglądają jak zdjęte ze sklepowej półki.
Drugim krokiem był pierwszy start w zawodach biegowych. Bez wcześniejszego przygotowywania się, przemyślenia czegokolwiek, na hasło dozwolony udział z psami wysłałam zgłoszenie i to nie sama. Pańciuniu zapisany by już wcześniej, ale moja psychika potrzebowała kogoś z podobnym tempem, z kim stworzymy team na trasie. I tak po krótkiej rozmowie telefonicznej wiedziałam, że ten temat mamy już z głowy. Pierwszy raz mamy już za sobą, a z nim dużo więcej doświadczenia. Wiemy już jak nie gubić się wzajemnie w tłumie i później nie czekać na siebie na trasie, jak rozkładać siły i żeby wieczorem przed biegiem nie zajmować się przestawianiem mebli tylko o przyzwoitej porze iść spać.
Wiemy też, że kolejne nasze wyniki będą dużo lepsze, a sprawdzać je będziemy przez pięć najbliższych miesięcy, bo zapisałyśmy się na cały cykl Grand Prix City Trail w Szczecinie. I chociażby dlatego będzie teraz trzeba się spiąć i jakiś biegowy grafik ustalić.

Poniżej zamieszczam fotkę naszego teamu, z pierwszego wspólnego startu. Zdjęcia zrobił Jarek Dulny.
Jeśli chcielibyście poznać bliżej Dextera i Cari to zapraszam do śledznia ich przygód na : ICH FACEBOOKU lub NOWYM BLOGU.






Share:

0 komentarze