O tym jak droga do Rumunii skończyła się w Karkonoszach, a dwa plus dwa równa się pięć.

Wielkie plany i jeszcze większe zmiany. 

Wyjazd na Ukrainę nie doszedł do skutku. W Rumunii w tym terminie fatalne prognozy pogody. Spacerować w deszczu z powodzeniem możemy w Szczecinie, dlatego zaczęliśmy myśleć o południowej części Czech i Austrii, ale tam również niezbyt sucho. Żeby uniknąć kolejnych rozczarowań i frustracji związanej ze zmianą kolejnych planów postanowiliśmy, że jedziemy w Karkonosze. Tam czekamy na znajomego, który ma do nas dołączyć, a reszta będzie zupełnie spontaniczna.

Dwa plus dwa równa się pięć.

Na taką decyzję miał też wpływ fakt, iż nasze stado się powiększyło. Od dłuższego czasu przymierzaliśmy się do tego by w naszym domu pojawiło się kolejne 8 malutkich łapek. Znaleźliśmy hodowlę i zaczęliśmy odliczać czas do początku 2018 roku. Ledwo pojawiła  się oficjalna zapowiedź miotu, a kilka dni po, dostałam telefon od Kariny, tej od Dextera i Draki :) z informacją o psicy BC, która potrzebuje aktywnego domu. Stało się to akurat w momencie, kiedy mnie naszły największe wątpliwości, czy wprowadzenie do stada 2 szczeniorów na raz to dobry pomysł,  no i czy ja dam radę poświęcić odpowiednią ilość czasu na pracę z Rastą i swoim maluchem, skoro będzie trzeba pomóc Panciuniowi
z jego szkrabem. Jako, że często pozwalam sobie na doradztwo emocji przy podejmowaniu decyzji, tym razem, chciałam na chłodno. Więc w rozmowie z Panciuniem ustaliliśmy:


  • Jeżeli psica nie ma paszportu, to dopiero po powrocie zaczniemy się na poważnie zastanawiać  
  • Atutem będzie sterylizacja.  
  • Fajnie jakby miała kondycję, ale nastawiliśmy się, że socjal i kondycja to będzie tym,
    od czego zaczniemy pracę z sunią.
  • No i najważniejsze, jeżeli będzie olewała Pańciunia i bardziej interesowała się moją osobą, to od razu odpuszczamy temat. Tym razem to nie ma być mój pies i począwszy od dokumentów, szkolenia, biegania i wszystkiego co związane z psicą miało być w rękach chłopa.
Śpiochy

Prawda, że podobni?


Po długiej rozmowie i wszystkich ustaleniach, zadzwoniłam. I co się okazało? Psica sterylizowana i ma paszport. Wychowana z dziećmi – bardzo duży plus, bo jednak maluchy są częstymi gośćmi w naszym domu. Miała okazję spróbować agillity i biegania przy rowerze, posiada wszystkie badania, prześwietlenia stawów itp. Starałam się nie nakręcać. Umówiłam nas na spotkanie kolejnego dnia. Kiedy trafiliśmy na miejsce pies ominął mnie szerokim łukiem i pobiegł do Pańciunia, jakby już wcześniej się znali – przypadek?. W głębi duszy czułam, ze już decyzja została podjęta i to chyba nie do końca przez nas. Umówiliśmy się, że w sobotę weźmiemy dziewczynę do siebie, a w niedziele zabierzemy do Choszczna na bieg. Zobaczymy jak sobie radzi w szelkach przypięta do pasa biodrowego, a przy okazji będziemy mieli okazję przekonać się czy będzie nadawała się do podróży, bo w końcu my na tyłkach usiedzieć nie potrafimy. Miałam lekkiego stresa, bo w sobotę musiałam wyjść na ładnych kilka godzin,
a całe towarzystwo zostawić w domu. Towarzystwa było więcej, gdyż do niedzieli była u nas Mela – szczenior znajomych, którzy akurat brali ślub. Panciuniu dał radę i kiedy wróciłam do domu, wszyscy smacznie spali. Natomiast w niedzielę, Figa wybiegała swój pierwszy medal i zaliczyła pierwszy start
w biegu podczas CHOSZCZEŃSKIEJ DZIESIĄTKI.

Zdjęcie dzięki Dulny Foto

Po biegu odwieźliśmy ją do dotychczasowego domu i umówiliśmy się, że w poniedziałkowe przedpołudnie załatwimy wszystkie formalności związane z adopcją.  Tak tez się stało, stado zapsionych oficjalnie powiększyło się o 4 dziewczyńskie łapy, a dwa dni później wszyscy byliśmy w drodze na wyczekany urlop. Tak właśnie się stało, że dotychczasowe 2+2=5.






Dlaczego nie wyściubiliśmy nosa spoza Karkonoszy?

Raz – pogoda, którą po pierwszych dniach przestaliśmy w zasadzie sprawdzać. Dwa mieliśmy genialną miejscówkę (POD SĘPIĄ GÓRĄ). Dorota dziękujemy!! Lubimy Karkonosze. No i najważniejsze Figa jeszcze się trochę stresuje w nowych miejscach, więc chcieliśmy jej oszczędzić dodatkowych bodźców. Podjęliśmy jedną próbę nocowania w schronisku PTTK, ale o 1 w nocy Pańciuniu poszedł z dziewczyną spać do auta, bo nie mogła sobie ona miejsca znaleźć i kręcąc się budziła wszystkie psy, na szczęście było blisko.

W Schronisku górskim Strzecha Akademicka - takie luksusy
Dziewczyny czasem sobie dadzą po razie, po czym idą spać :)



W piątek znikam na chwileczkę ze Szczecina, wraz z Rastą i Nastką z Lexem.
Może ktoś z Was poleci nam niedrogi PSIOLUBNY nocleg w Krakowie na jedną noc?
Natomiast po weekendzie, wraz z dziewczynami (Rastą i Figą)  idziemy do szkoły pilnie się uczyć u Cioci Kasi w EDUANIMALIS..


Podczas wyjazdu pojawiły się 2 zagadki pt. "Ile psów widzisz", o to odpowiedzi :)




Share:

0 komentarze