Jak wiadomo, kiedy wypada jakieś święto przybywa trochę
wolnego czasu. Korzystając z braku
obowiązków w powyższych dniach, postanowiliśmy nadrobić zaległości towarzyskie,
zaczynając
już od pierwszego wolnego dnia.
już od pierwszego wolnego dnia.
Rano oczywiście pancia pobiegła na matę, a tuż po treningu
wyruszyliśmy gdzieś, gdzie jeszcze nas nie było – do Polic. W planach był
spacer ze znajomymi, miały być nasze 2 psy ich Roxy.
Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że i ludzi i psów jest więcej, a ponoć miało być jeszcze więcej. Najpierw musieliśmy przejść przez osiedla, muszę się przyznać, że mając okazję tamtędy jeździć kilka razy autem, uważałam, że te całe Police, to taka mała pipidówka, a tu ku mojemu zaskoczeniu okazały się całkiem fajne tereny.
Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że i ludzi i psów jest więcej, a ponoć miało być jeszcze więcej. Najpierw musieliśmy przejść przez osiedla, muszę się przyznać, że mając okazję tamtędy jeździć kilka razy autem, uważałam, że te całe Police, to taka mała pipidówka, a tu ku mojemu zaskoczeniu okazały się całkiem fajne tereny.
Puszcza Wkrzańska okazała się idealnym miejscem do
spacerowania dla nas i hasania dla futer.
Kiedy wszyscy już troszkę się zmęczyli dostaliśmy
zaproszenie na pyyyszny obiadek, oczywiście psiaki też zostały ugoszczone przez
gospodarzy.
Po powrocie zostawiliśmy futra w domu, a sami udaliśmy się
na Prawy Brzeg Szczecina, w celu m.in. odwiedzenia cmentarzy. Kiedy wracaliśmy,
tuż przed godz. 22 na Basenie Górniczym wypatrzyliśmy psicę, która wałęsała się
między ruchliwymi ulicami, tramwajami, a ludźmi. Nikt nie wiedział skąd się tam
wzięła. Utykała na przednią łapę, więc uznaliśmy, że najprawdopodobniej została
potrącona przez samochód. Udało nam się ją zapiąć na pasek od spodni i
postanowiliśmy,
że panna pojedzie z nami. Bez problemu zakumplowała się z naszymi psami, koty wyemigrowały
do salonu. W ten sposób spędziliśmy resztkę piątku, całą sobotę i kawałek niedzieli. W sobotę z rana był maraton po lecznicach, aby sprawdzić chip. Niestety nie było go, tak samo jak jakiejś adresówki czy chociażby obroży. Zaliczyliśmy towarzyski spacer w parku, bo jak się okazało to jakiś stary uraz w tej łapce i nie trzeba było się martwić. Jest to pierwszy pies, który był u nas „na chwilę”, którego nie bałam się puścić luzem.
Niestety w niedziele przed południem sunie musieliśmy zawieźć do schroniska. Fizycznie mogła
u nas do poniedziałku do południa zostać, ale wtedy musiałabym sama ją zawieźć, a psychicznie
nie poradziłabym sobie z odwiedzeniem tego miejsca. W sobotnią noc zaspamowałam internet informacjami o psicy, a w niedzielę po odwiezieniu jej oplakatowaliśmy pół miasta.
że panna pojedzie z nami. Bez problemu zakumplowała się z naszymi psami, koty wyemigrowały
do salonu. W ten sposób spędziliśmy resztkę piątku, całą sobotę i kawałek niedzieli. W sobotę z rana był maraton po lecznicach, aby sprawdzić chip. Niestety nie było go, tak samo jak jakiejś adresówki czy chociażby obroży. Zaliczyliśmy towarzyski spacer w parku, bo jak się okazało to jakiś stary uraz w tej łapce i nie trzeba było się martwić. Jest to pierwszy pies, który był u nas „na chwilę”, którego nie bałam się puścić luzem.
Niestety w niedziele przed południem sunie musieliśmy zawieźć do schroniska. Fizycznie mogła
u nas do poniedziałku do południa zostać, ale wtedy musiałabym sama ją zawieźć, a psychicznie
nie poradziłabym sobie z odwiedzeniem tego miejsca. W sobotnią noc zaspamowałam internet informacjami o psicy, a w niedzielę po odwiezieniu jej oplakatowaliśmy pół miasta.
Popołudniu umówieni byliśmy na psio towarzyski spacer,
podczas którego zadzwonił telefon.
Była to córka właściciela, która na naszym ogłoszeniu rozpoznała psicę. W ten sposób dziś dziewczyna została odebrana ze schroniska, a właściciel po zaistniałej sytuacji ją zachipował. Dopiero dziś po otrzymaniu informacji ze schroniska, że została odebrana, kamień spadł mi z serca.
Była to córka właściciela, która na naszym ogłoszeniu rozpoznała psicę. W ten sposób dziś dziewczyna została odebrana ze schroniska, a właściciel po zaistniałej sytuacji ją zachipował. Dopiero dziś po otrzymaniu informacji ze schroniska, że została odebrana, kamień spadł mi z serca.
Wielkie DZIĘKI dla ekipy "spacerowej" za dobrze spędzony czas na świeżym powietrzu, oraz wszystkim, którzy udostępniali informację o psicy i wspierali moją psychikę w tym niełatwym czasie.










