Weekend, w Szczecinie mnóstwo ludzi. Nakłada się na siebie kilka imprez: finał regat TTSR 2013, Eska Music Awards, 9.Międzynarodowy Festiwal Sztuki Wizulanej inSPIRACJE2013/genesis,
W tzw. międzyczasie zaczęłam rozpalać ognisko, jak tylko udało mi się rozrzarzyć cieniutkie patyczki, zaczęło grzmieć i błyskać, a po krótkiej chwili lunęło. Całe szczęście Dani wypatrzył blaszany daszek pod który mogliśmy się przenieść.
W oczekiwaniu na żarełko :)
Baltica Summer Cup - II Międzynarodowy Turniej Piłki Ręcznej Kobiet, Wake Cup: zawody
w wakeboardingu, VII Salezjański Ogólnopolski Festiwal Teatralny SOFFT 2013, Otwarcie TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie.
w wakeboardingu, VII Salezjański Ogólnopolski Festiwal Teatralny SOFFT 2013, Otwarcie TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie.
W związku z powyższym na ulicach są tłumy. Nic by nam to nie przeszkadzało gdyby faktycznie byli to ludzie, a nie tłum hołoty zachowującej się jakby pół życia byli trzymani w klatkach i właśnie teraz po raz pierwszy wypuszczono ich na ulice. Nie powiem, że wszyscy, ale duża część zachowuje się wulgarnie i nawet nie spojrzy pod nogi i wpycha się na innych.
Jako, że na poprzednim TTSR, 6 lat temu, oboje pracowaliśmy, tym razem nie jest to dla nas żadną atrakcją. Z resztą w dzień przed rozpoczęciem byliśmy się rozejrzeć a już było ciasno. Zdając sobie sprawę z faktu iż skazani będziemy na hałas przez całą noc, postanowiliśmy wybrać się za miasto.
Plan był taki by pojechać na rowerach, ale złapaliśmy gumę i musieliśmy rowery zaparkować u moich rodziców. Mimo to nie odpuściliśmy i zmieniliśmy środek transportu na nogi.
Futrka z rowerem i plecakiem, czekają na start.
Po drodze skorzystaliśmy w opcji wodowania w jez. Binowskim.
Taką trasę pokonaliśmy
Pierwsze co trzeba było zrobić po odłożeniu plecaków, to się zmoczyć.
Shadow z Tatusiem :)
Rasta załamana pogodą i faktem, że zdecydowaliśmy się zostać mimo ulewy.
W oczekiwaniu na żarełko :)
Najedzeni i zmęczeni poszliśmy spać, bo burza nie przechodziła.
W namiocie wszystkim musi być wygodnie
Prawie całą noc lało. Zabezpieczyliśmy jedzenie przed dziką zwierzyną, której odwiedzin się mogliśmy spodziewać, gdyż jeziorko położone jest w lesie. Ubrania przed zamoczeniem, tylko niczego się nie spodziewając, buty zostawiliśmy przed samym wejściem do namiotu. Nie był to nasz pierwszy nocleg "na dziko" z psami w namiocie, więc w sumie mogliśmy spać spokojnie, bo Rasta zawsze o wszystkim informuje. Dopiero nad ranem, kiedy już się robiło widno, burza ustała.
Kiedy się obudziliśmy, zorientowaliśmy się, że brakuje nam jednego buta. Pierwsze myśl, że może gdzieś pod namiot się wcisnął ale go tam nie było. Jak się okazało, Danonkowy but leżał na górce jakieś 150 m od namiotu, w głąb lasu. Cały ośliniony, a żeby tego było mało w środku cały mokry
i śmierdzący zwierzęcym moczem.W ten o to sposób stwierdziliśmy, że dzikie zwierzęta też chcą nadążyć za cywilizacją. Tylko jaki gatunek potrafi przyjść tak cicho i zmieszać się z zapachem,
że nawet rasta nie zareagowała, jednocześnie mając siłę zabrać buta i wnieść go pod górkę i tak oślinić i osikać?
Trasa powrotna
Dzięki temu Dani przeszedł z plecakiem na plecak, psem u boku, bez butów 10 km, później dotarł mój tato, a że teoretycznie był w pracy to w aucie miał tylko 1 miejsce, więc Dani pojechał sam
z plecakami, a ja z futrami doszliśmy na nogach.
Obiad u rodziców umiliła nam taka o to koleżanka :)
W autobusie byliśmy jak przybysze z innej planety, 2 psy nie reagujące na rzucającego się kudłatego psa tuż obok, i do tego pielgrzym :) Niestety w mojej rodzinie wszyscy mają stopę o połowę mniejszą niż D. dlatego trzeba było dalej wracać na boso.