Dzieci i psy z trochę innej perspektywy...

Ostatnio całkiem przypadkowo pod postem Psie Wędrówki, zahaczyliśmy o pewien temat, dlatego postanowiłam go troszkę rozwinąć...

Bardzo wiele mówi się o odpowiednim wychowaniu psa. Od momentu narodzin zaczyna się proces tzw socjalizacji. Szczylek uczy się elementów świata go otaczającego, oraz konkretnych zachowań i ich skutków.  W dużej mierze to jaki będzie pies, kiedy podrośnie, zależy właśnie od tych pierwszych tygodni życia. Stąd tak ważne jest aby dostarczać szczeniakowi odpowiednią ilość bodźców i organizować różne sytuacje by mógł się z nimi oswoić i w przyszłości być zrównoważonym i ułożonym towarzyszem. Chcąc mieć "psa idealnego", do powyższego wypadałoby dorzucić elementy szkolenia, aby móc się porozumieć ze swoim pupilem.

Zakładając, że wszystko poszło bezproblemowo, mamy psiaka podrośniętego, już nie szczeniaka, który zna podstawowe komendy, jest przyjaźnie nastawiony do ludzi, w tym również dzieci, nauczony podróżowania komunikacją miejską.  W takiej sytuacji wybieramy się za miasto. Oczywiście musimy tam czymś dojechać. Korzystając z komunikacji miejskiej musimy przestrzegać przepisów, tak więc psiak w kagańcu, na smyczy, siedzi koło naszego siedzenia i grzecznie czeka, aż dojedziemy na miejsce...

Na jednym z przystanków wsiada kobieta z dzieckiem. Na oko chłopiec ma około 6 lat. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale dziecko zaczyna krzyczeć, kilka razy nawet użyło wulgaryzmu, nie dotyczyło by nas to bezpośrednio gdyby nie fakt, że dziecko poza krzyczeniem i piskiem, skacze tuż obok psa, do tego wymachując rękami...

Bardzo często słyszy się o przypadkach pogryzień dzieci przez psa. Bez zastanowienia podnoszona jest wrzawa i najczęściej pies zostaje uśpiony, a jeśli cudem ocaleje, to i tak winą obarczone zostanie zwierzę i jego właściciel.
Czy gdyby w powyższej sytuacji pies skoczył na tego chłopca i go przewrócił czy podrapał, matka chłopca powiedziałaby "to moja wina, bo nie upilnowałam dziecka, nie nauczyłam go zachowania się w miejscu publiczny, ani w obecności zwierząt", czy oskarżyła właściciela podróżującego z psem, że nie urzymał zwierzaka, oraz że zwierze zaatakowało? W takich okolicznościach pies by nie ugryzł, bo ze względu na okoliczności (przejazd komunikacją miejską) był w kagańcu.
Całe szczęście nasze futra nie reagują na takie zachowanie, ale w sytuacji kiedy byłby to pies który nie był przyzwyczajony do takiego zachowania, a nie oszukujmy się do standardowych ono nie należy, wystraszyłby się i chociażby kagańcem uderzył pewnie była by wielka afera, bo pies zaatakował dziecko. Przecież pies to również istota żywa i ma prawo się wystraszyć i chcieć się bronić przed potencjalnym zagrożeniem. Człowiek ma możliwość emocje wyrazić słowami, a jeśli mówimy o psiej mowie to jedynie pozostaje nam obserwacja psich "gestów". Jednak nie ma co liczyć, że osoby które nie nauczyły dziecka podstawowych elementów zachowania się, będą posiadały wiedzę na temat "psiej mowy".

Według mnie uświadomienie dziecka i nauczenie odpowiedniego zachowania w różnych sytuacjach jest tak samo ważne jak socjalizacja szczeniaka. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku, może to uchronić od tragedii. Dlaczego więc rodzice dzieci o tym zapominają?!

Share:

1 komentarze

  1. Jestem rodzicem wiec się mogę wypowiedzieć:) moje dziecko starsze-bo młodsze jeszcze za male- nauczone jest podstawowych zachowań....także przy psach:) Kama dodaj zdjęcie ze spaceru:P:P-wyrażam zgodę na publikacje...- wie ze trzeba zapytać czy można pogłaskać itd. A czemu rodzice zapominają...bo większość rodziców uważa swoje dzieci za istoty idealne i widocznie nie widza takie potrzeby:( niestety.....

    OdpowiedzUsuń