Pies w Tatrach?

21:42:00

Mówili, że Tatry z psem są czymś niemożliwym, no a my lubimy udowadniać, ze "niemożliwe" jest możliwe.
Na góry czailiśmy się już jakiś czas, ale zawsze znajdowało się coś co zatrzymywało nas przed wyjazdem. Tym razem wewnątrz miałam poczucie, że tym razem musi się udać. Jako, ze znajomy podróżnik bardzo dużo opowiadał mi o terenie Spiszu i bardzo zainteresowały mnie jego opowieści, postanowiłam, ze o te rejony zahaczymy. Korzystając z faktu iż kilka km od Zakopanego mieszka moja rodzina, mięliśmy trochę ułatwień. Pamiętając, że w wiele miejsc z psami nie można, to przed wyjazdem próbowaliśmy zasięgnąć troszkę info. Niestety nie za dużo udało nam się dowiedzieć. Dzwoniąc do Tatrzańskiego Parku Narodowego, do Informacji Tatrzańskiego Parku Narodowego, schroniska na Polanie Chochołowskiej - każdy udzielał nam innej info odnośnie wstępu z psami do Doliny Chochołowskiej, Lejowej oraz o trasie z Lejowej do Chochołowskiej. Musieliśmy sprawdzać wszystko na miejscu.

Bo każdy wie, ze do podróży trzeba się przygotować.

 
A następnie spakować :)



Termin wyjazdu szacowaliśmy na ostatnie dni lipca - pierwsze dni sierpnia. Jednak wszystko się pozmieniało i 17 pakowaliśmy się już do pociągu. Bez zamieszania przed wyjazdem się nie obyło.
Dzień wcześniej spędziliśmy 2 godziny na dworcu PKP. Próbowaliśmy uzyskać informację jakie bilety mamy kupić i jak zorganizować nam przejazd. Ponieważ pociąg ze Szczecina do Zakopanego jedzie więcej niż 2 godz, postanowiliśmy wziąć większy transporter, który planowaliśmy na czas podboju południa, zostawić u rodzinki. No i problem nikt, począwszy od kasjerek poprzez kierownictwo, nie był w stanie udzielić nam odpowiedzi, co w sytuacji kiedy 2 psy jadą w 1 transporterze :) Jak się okazało osobą decyzyjną jest kierownik pociągu. Więc dalszy ciąg zamieszania polegał na odnalezieniu właściwego kierownika pociągu (przed samym odjazdem we wtorek)  i ustalenia z nim wersji. Na peronie znaleźliśmy 3 panów rozmawiających ze sobą. Jeden powiedział, że w takiej sytuacji psy jadą za darmo, kolejny że płaci 1 pies, a trzeci pan się zastanawiał. Na naszą korzyść okazało się, że pierwszy pan był kierownikiem naszego pociągu.
Tracąc tyle czasu w poniedziałek na dworcu, na szykowanie rzeczy niezbędnych dla nas i psów zostało niewiele czasu, oczywiście trzeba było jeszcze pranie na szybko zrobić, bo żadne z nas się nie spodziewało tak nagłego obrotu sprawy.

Podróż do Zakopanego nam się wydłużyła, bo pociąg musiał się sporo cofnąć i jechać objazdem, gdyż na naszej trasie wykoleił się jakiś skład przewożący węgiel :D Całe szczęście nie nudziliśmy się gdyż zapoznaliśmy się z pewną sympatyczną rodzinką z 2 dzieci, a konduktorzy przy każdym postoju informowali nas ile stoimy i czy możemy na siku iść, w sensie z psami. Kiedy zbliżaliśmy się do celu za oknem zaczęły pojawiać się przepiękne krajobrazy i już nic nie było w stanie nam humorów zespuć.
Nasza prywatna miejscówka na całą trasę :)


Nikt się nie nudził :)



Na miejscu czekał na nas wujek, który samochodem zabrał nasz transporter i duże plecaki, a my po porannej toalecie przy dworcu, ruszyliśmy na "rozchodzenie się". Jako, że mój D. nigdy w Zakopanem nie był, a ja byłam ostatni raz wieki temu, postanowiliśmy połazić po okolicy.  Samym centrum byliśmy strasznie zniesmaczeni. Nie spotkaliśmy żadnego niedźwiedzia ani górala :/ za to pełno maskotek hello kity itp. Kiedy chcieliśmy zamówić pizze i usiąść z psami na terenie ogródka, obsługa nie wyraziła zgody gdyż z psami nie wolno, pomijam fakt, że ludzi praktycznie nie było.
Turyści natomiast reagowali na nas bardzo entuzjastycznie, kilka osób nawet sobie fotki z psami zrobiło :) Byliśmy sporą atrakcją, no ale co się dziwić jak teraz jedyne co ludziom oferują to jakieś zmutowane maskotki które nie mają nic wspólnego z tym regionem.  Aa zapomniałam wspomnieć, że Rasta nawet zaliczyła przejażdżkę na kolanach pewnego miłego pana, poruszającego się za pomocą wózka inwalidzkiego.
Plan zwiedzania :)

  • PKP
  • Bachledzki Wierch - całkiem fajna "górka" gdzie bez problemu można z psiakiem się wybrać
  • Krupówki - gdyby nie mili turyści nie mielibyśmy nic miłego do powiedzenia, zawiódł nas poziom komercjalizacji tego miejsca i zanikający klimat tego miejsca
  • Gubałówka - wszyscy się nam przyglądali i byli zdziwieni, że nie korzystamy z kolejki, a z własnych nóg. Zaskakiwały nas rodzaje obówia w jakich ludzie schodzili z góry (plastikowe japonki na obcasie w teren??). Spotkaliśmy kilka psich turystów :) 
 W drodze na Gubałówkę (w tle jeden ze spotkanych psich turystów)

  • Później przez Dzianisz, Chochołów do wioski Ciche Górne - gdyby nie moja mama, która pomyliła "Ciche Górnne" z "Dolnym" zaoszczędzilibyśmy troszkę kilometrów :). Tu nocowaliśmy. Skorzystaliśmy z przydomowego ogródka rodziny, gdzie rozbiliśmy sobie namiot i po wspaniale działającym prysznicu i kolacji poszliśmy spać. Jako, że ja należę do gatunku żyjących w nocy, a później do południa nie mogę się obudzić, Dani myślał, że się wyśpi. Miłość do gór obudziła mnie o 5, żeby D. mógł jeszcze pospać, wstałam na paluszkach, wzięłam psy i chciałam poszwendać się po okolicy. Niestety zapomniałam o wiejskich burkach, które podniosły alarm jak tylko się poruszyłam, więc było koniec spania.  Pochodziliśmy po wsi, poopowiadałam Daniemu trochę historii związanych z tymi miejscami z dzieciństwa. Zrobiłam sobie nawet zdjęcie z rudą krową :) Najlepsza była staruszka, którą zapytałam, czy moge sobie zdjęcie z jej krową zrobić odpowiedziała z ogromnym zdziwieniem " oczywiście a to my w tv będziemy?!". Z wiejskimi psiakami mało kto na spacery chodzi, stąd ogromne zdziwienie, że tam się krowy wyprowadza na spacer a my taki taki szmat drogi z psami :)  
 Kościół w Dzianiszu


 Bo spacery o 5 rano są fajne :)

 Dwie Rude :)


 A to już w busie


  • Nie mając pojęcia jak w praktyce wygląda spacer Doliną Lejową i Chochołowską z psami, busem udaliśmy się na miejsce by sprawdzić jak jest w praktyce. Podobno zakaz jest, ale nikt tego nie pilnuje. Pokierowano nas do Lejowej. Tam zapłaciliśmy za wejście za siebie, a „psów pan nie widział” i co się okazało, że mnóstwo ludzi odwiedza te miejsca z psami. Maszerowaliśmy przez Ścieżkę nad Reglami, docelowo do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Na ostatnie ok. 1,5-1 godz. przed schroniskiem złapała nas ulewa. Przemknęliśmy doszczętnie. Psiaki tak samo. Na miejscu okazało się, że z psami nie wejdziemy. Rozbiliśmy się na ganku. Było sucho. Psiaki zrobiły mega wrażenie na innych podróżujących i nawet zaoferowano im prywatny kocyk by na betonie nie leżały Tam spędziliśmy noc.  W środku skorzystaliśmy z wrzątku, gorącej zupy i łazienki. 
 Początek - Dolina Lejowa


 Z tej restauracji korzystaliśmy na trasie ;)


Polana Jamy i relax :)



 Suszenie po burzy  na pożyczonym kocyku


 Dla takich poranku warto koczować na ganku :)



 Poznany w drodze powrotnej pies, również na terenie Doliny Chochołowskiej (państwo bez problemu weszli głównym wejściem)



  •  Po cudownym wschodzie słońca ruszyliśmy dalej. Najpierw do wejścia do Doliny Chochołowskiej i stamtąd busem do Białki Tatrzańskiej. Tu na pewno będziemy chcieli wrócić. Było rewelacyjnie. Przemili ludzie i tereny zapierające dech w piersiach. 
Nasza miejscówka w Białce Tatrzańskiej. Nawet prąd i światło mięliśmy :) 


 Psy stróżujące


 Kolacja :)


Sypialnia


Poranny prysznic był super


 
Herbatka do śniadania :)


Śniadanko


Ruszamy dalej
  • Następnie dotarliśmy do wsi Trybsz, a z niej do Niedzicy, tam spędziliśmy 2 noce. 

Rasta wylegując się na zaporze w Niedzicy przyciągała turystów z pytaniami i aparatami :)



  • W drodze powrotnej zwiedziliśmy Nowy Targ i przy pomocy PKP wróciliśmy do Szczecina. 
W drodze powrotnej natrafiliśmy bodajże na trzeciej z 4 zmian kierowników pociągu, na niemiłą panią, która stwierdziła, ze w ogóle nie powinniśmy z psami jechać. Na całe szczęście skoro pozwolono nam wsiąść na początku trasy pani nie miała za dużo do powiedzenia

A tak wracaliśmy



Nie można nie wspomnieć o fakcie, że za przejazdy busami za psy nie zapłaciliśmy ani grosza. Kierowcy zdziwieni, że pytamy czy można i że się dziwimy, że za darmo :)

You Might Also Like

8 komentarze

  1. ale super wyprawa! ;) nie znam dokładnie tras i szlaków, ale muszę sprawdzić jak mają się granice parku z waszą trasą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staraliśmy się nie wchodzić na teren TPN'u, bo po co kusić los. Funkcjonuje tam kilka służb, które mają możliwość wystawienia mandatów, więc można sporo do płacenia nazbierać. Jednak w kilku miejscach nie dało się nie wejść ;)

      Troszkę absurdalną rzeczą jest (bynajmniej było w tamtym roku) regulacja przepisów. Teren Doliny Lejowej i Chochołowskiej należy do TPN'u, ale zarządza nimi Wspólnota Ośmiu Wsi. Dawniej zezwalali oni na wchodzenie zarówno do Chochołowskiej jak i Lejowej. Z informacji pozyskanych w tamtym roku wynikało, że do Lejowej można a w Chochołowskiej wprowadzili zakaz. W sumie zaryzykowaliśmy, bo bez względu na przepisy w obu Dolinach, z Lejowej szliśmy czarnym szlakiem - Ścieżką Nad Reglami, a ten teren nie podlega pod Wspólnotę tylko bezpośrednio pod TPN. Nie wiemy w końcu jak to faktycznie prawnie wygląda (wcześniej pisałam do TPN'u i do info TPN'u i dostałam 2 różne odp). Dziś z ciekawości napisałam do zarządu Wspólnoty. Dam znać jak odp.
      Kilka psiaków na trasie spotkaliśmy, a z rozmów z właścicielami dowiedziałam się, że nie są tu pierwszy raz i nigdy nie było problemu z wpuszczeniem ich , zarówno od strony Chochołowskiej jak i Lejowej.

      Usuń
    2. Znalazłam właśnie info "Na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązuje zakaz wprowadzania psów, jedynym wyjątkiem jest Dolina Chochołowska, dnem doliny do wysokości schroniska." (http://tpn.pl/zwiedzaj)

      Usuń
  2. Świetna wyprawa;) a Rasta w plecaku rozłożyla mnie na łopatki:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbyście chcieli zaznać Tatr z psami, to problemu z tym nie ma po słowackiej stronie :-) TANAP zezwala na psy na szlaku - polecamy, z własnego doświadczenia :-) No i Mała Fatra na Słowacji - bajka, o taka: http://www.sledzikujacybern.pl/images/boxes/gory/gory-19.jpg


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcie zrobiliście w raju? ;) No właśnie wiemy wiemy i cały czas się zastanawiamy gdzie uderzyć. To był nasz pierwszy wspólny wyjazd w góry, TZ nigdy w Zakopanem nie był, ja rodziny wieki nie widziałam, technicznie było nam łatwiej to zorganizować, no i nie mogliśmy na odległość znaleźć opcji transportu na Słowację z psami, bo wszędzie gdzie dzwoniłam nie wyrażali zgody :/ Teraz już mamy przetestowaną daleką podróż i możemy na rok 2014 planować coś jeszcze lepszego :)

      Usuń
  4. Poczytałem. Szukam tematu bo wybieram sie tam w sierpniu. Słyszałem ze oficjalnie nadal nic sie nie zmieniło tylko chochołowska i lejowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nic mi o zmianach nie wiadomo, a raczej jestem na bieżąco. Chociaż wolałabym by jakieś fajne zmiany mi umknęły. Od strony Słowackiej podobno dużo lepiej jeśli chodzi o możliwości poruszania się na szlakach w towarzystwie psa, ale tu już na czasie nie jestem.

      Usuń

Like us on Facebook

write to us

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Follow by Email