Niemiecko - rowerowa majówka i test produktu od naszezoo.pl

Znów dopadł nas czas kiedy tego czasu brakuje. W kącie zaczynają gromadzić się materiały do pisania prac zaliczeniowych. Tak jest ich tylko dziewięć, no ale jak tu zabrać się za jakiekolwiek pisanie, skoro są rowery, jest aparat, a o psich modelach nie wspomnę... nic tylko z pleneru nie wracać. Wstępnie majówka miała być czasem nadrabiania zaległości, ale jak to tak zmarnować tyle wolnego na papierkologię? Zdecydowaliśmy się na mały rowerowy wypad. Mieli być znajomi i trochę większa ekipa, no ale w sumie im się nie dziwię. Chyba nawet i lepiej, że większość się wykruszyła, bo po takim weekendzie nawet na kawę by nie wpadli ;)

Plan był taki by objechać Zalew Szczeciński od strony Niemiec, przynajmniej do Świnoujścia. Dzień przed wyjazdem postanowiliśmy, że Świnoujście będzie głównym celem, gdyż jak się okazało Pańciuniu w niedziele musiał być w pracy, więc: sobota, godz. 20:20 musieliśmy być w pociągu :)

Dylematów było sporo, bo równo 2 tygodnie wcześniej psica była sterylizowana, nie zdążyliśmy zaopatrzyć się w psie buty, a pewności, że całą trasę pokonamy nieutwardzoną nawierzchnią nie mieliśmy. Stąd bardzo dziękujemy naszej wspaniałej znajomej za użyczenie przyczepki. Póki co swojej nie mamy, a gdyby nie ona, to nasze plany nie zostałyby zrealizowane.



Wyjechaliśmy przed południem. Słońce pięknie świeciło, ale nie było za gorąco, tak w sam raz. Futerka zadowolone. Trochę biegły trochę jechały.  Granicę przekroczyliśmy w miejscowości Buk, jest tam taka chyba nieoficjalna droga, przypominająca ścieżkę rowerową.
Od tego momentu prawie cały czas mięliśmy do dyspozycji trasę rowerową. Niektóre odcinki pokonaliśmy jadąc drogą, jednak większą część trasy pokonaliśmy szlakami rowerowymi.
Największe wrażenie zrobiło na nas brak dziur na drogach i uprzejmość ludzi. Pierwszy raz nie bałam się ( aż tak bardzo, bo w PL panicznie się boję jechać po ulicy) jechać obok mijających nas samochodów. W sklepach kilka razy kazano nam iść na początek kolejki, bo "widać, że my w trasie, a nikt się nigdzie nie spieszył". Dżem bez dodatku żelatyny, rzadszy, ale o ile smaczniejszy, bo same owoce dosładzane fruktozą. Czekolada do kanapek na bazie mleka sojowego, mleko sojowo-ryżowe dostępne w zwykłym sklepiku, ketchup z curry :) Było pysznie :)


Pierwszy przystanek - Pampow
Pierwszy przystanek - Pampow


O tym co było w magicznej paczuszce sprzed świąt, oraz o tym jak testowaliśmy ową niespodziankę :) 

Komisyjna kontrola paczki :)

Jakiś czas temu napisała do nas Pani Natalia reprezentująca sklep zoologiczny online, oferując współpracę. Obiecaliśmy zrecenzować otrzymany produkt na naszym blogu. Jako, że paczucha dotarła do nas dzień po zabiegu, nie mięliśmy okazji by przetestować otrzymane gumowe frisbee. Postanowiliśmy zabrać je na naszą majówkową wycieczkę.  Musze przyznać, że troszeczkę się obawiałam wytrzymałości owej zabawki. W paszczęce Shadowka, wszystko w ekspresowym tempie traci życie. Mimo lekkości i pozornej delikatności dysk przetrwał. Okazał się świetną zabawką w wodzie. Dołek w poprzednim wcieleniu był jakimś morskim żyjątkiem, więc on był najbardziej zadowolony z prezentu, szczególnie, że nasza poprzednia "wodna" zabawka, się spruła i zaczęła tonąć. Jest jeszcze coś, czego producent pewnie nie przewidział, a nam udało się to odkryć. Otóż podczas majówki, nasza wieloletnia turystyczna miska odmówiła posłuszeństwa, już jakiś czas temu zaczęła nasiąkać wodą i stopniowo przemakać. Tym razem po prostu zaczęła przepuszczać wodę. Na ratunek przyszło nam owe gumowe frisbee :) Świetnie pełniło rolę miski dla psów, nie musieliśmy się martwić, że część dźwiganej przez nas wody się zmarnuje, a po skończonym piciu wystarczyło ją wytrzepać, dzięki czemu wszystko w naszej sakwie pozostało suche. Kolejny plus to niełamliwość i waga. Można łatwo zapakować do zapchanej torby bez stresu, że się uszkodzi :)

Wykorzystanie gumowego frisbee :) 

 
Willkommen in Ahlbeck


Ueckermünde
Ueckermünde
Gdzieś na trasie :)

Gdzieś na trasie :)
 Długą część trasy jechaliśmy przez wsie i pola. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie zwierzaki. Szczęśliwe, podskakujące i biegające krowy, konie, które nie bały się ludzi, ani psów i podchodziły się witać do ogrodzenia. Zaskoczeniem było też brak bezdomnych zaniedbanych psów. Nawet na wiejskich terenach miały ekstra warunki.



Świnoujście
Świnoujście
W pociągu mało kto wiedział o obecności psów - spały :)







Share:

5 komentarze

  1. Ahh, my też polujemy na taką przyczepkę. Znajomej sie udało taką za 120 zł kupić, ale to dla małego pieska. A my dalej tylko śledzimy ogłoszenia. Świetna sprawa taka przyczepka. Dużo odczuwa się takie obciążenie z psem? Czy podobnie jak z sakwami? Nie ma aż takiego uderzającego obciążenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też marzymy i rozglądamy się za swoją prywatną. Można dostać fajne dziecięce, 2 osobowe (w większości można siedzenie wymontować) w cenie 250 zł. Niestety u nas póki co wydatków i potrzeb sporo, tak więc na razie na rozglądaniu się kończy. Póki co priorytetem są dla nas psie buty. Docelowo po 4 dla każdego psiaka, a minimum 2 na przednie łapki dla Dołka.

      Co do odczuwania obciążenia to przy zamkniętej przyczepce nie jest najgorzej. Nasze futra uwielbiają wiatr w faflach, więc domagają się jazdy w otwartej, a wtedy już większy opór jest. Całe szczęście Pańciuniu to silny i kochany chłop, więc to On zajmuje się napędzaniem przyczepki.

      Usuń
  2. Świetna wyprawa, zazdroszczę Wam takich wyjazdów, samo marzenie :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzeniem moim jest takowa przyczepka. To świetna sprawa tym bardziej dla osób nie posiadających innego mercedesa jak rowerowe dwa kółka. Nie wiem tylko czy mój podekscytowany fafel usiedziałby w zamkniętej przyczepce, nie mówiąc już o otwartej :(
    Zazdroszczę takich wycieczek!
    Powodzenia i.... szerokiej drogi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacyjne takie wyjazdy!
    Niestety nasza Happy niezbyt jest chętna do takich zabaw.
    Dużo bardziej woli przejaźdzki na motorze albo quadzie po lasach :/

    OdpowiedzUsuń