zapsione wojaże czyli gdzie byliśmy, kiedy nas nie było, oraz gdzie będziemy, gdy znów znikniemy

Od ostatniego wpisu minęło nie mało czasu. Codzienność nas pochłonęła, a ilość wydarzeń spokojnie można by rozłożyć na okres kilku lat i nie byłoby nudy. U nas wszystko w tempie, czyli w sumie bez zmian, no może czasami przyspiesza, ale raczej nigdy nie zwalnia.
W zasadzie w tym momencie powinnam zajmować się czymś zupełnie innym niż wklejanie nosa
w laptopa, ale postanowiłam się zatrzymać i wypić filiżankę świeżo mielonej kawy, w pozycji siedzącej. Zazwyczaj wygląda to zupełnie inaczej, dlatego serdecznie polecam, nawet mam
w planach wprowadzić taki rytuał jako obowiązkowy punkt dnia.

Większa część naszego otoczenia właśnie pokończyła urlopy i wróciła do pracy ewentualnie szkoły.
U nas pojawiły się długo wyczekiwane rewolucje i właśnie zaczynamy żyć „po swojemu”, a przed nami wakacje życia :D Oczywiście co chwile wpada pod nogi jakaś kłoda, ale jakaś niewidzialna moc sprawia, że wszystkie przeskakujemy z bezbolesnym lądowaniem. Zanim jednak wspomnę gdzie i jak się wybieramy, napiszę co robiliśmy w najmniej odległej przeszłości.

Nie trudno zauważyć, że od pewnego czasu nawiązała się malutka nić współpracy między naszym stadem, a Kasią „tą od EduAnimalis”. Pomijając względy osobiste, Kacha jest bardzo dobrym fachowcem
i sami korzystamy z jej porad. Mimo kilku różnic światopoglądowych, zawsze otrzymujemy trafną poradę, która sprawia, że nasze stado staje się jeszcze bardziej zgrane i lepiej się rozumiemy (za każdym razem myślę, że bardziej się nie da i wtedy przychodzi niespodzianka). Stąd jeśli ktoś będzie mnie pytał gdzie rozwiązać jakiś problem w porozumieniu z futrem, bez wahania odeślę go do Kasi. Kilka wspólnych mniejszych eventów mamy już za sobą w tym m.in. akcję „Dog’s zen in the city”, którą mamy zamiar kontynuować, a tym razem szarpnęłyśmy się na wspólną organizację obozu. Po odespaniu wszystkich wrażeń wiem, że jeśli terminy pozwolą będzie trzeba to powtórzyć.  Rozpisywać się w tym temacie
nie będę, za to pokażę kilka fotek.

Uczyły się nie tylko psy :)

My też ćwiczyłyśmy :)



Top speed dog



Na tropie psiej myśli - obóz z psem nad morzem


Na obozie nie samą praca człowiek żyje, więc były też piękne zachody i energetyzujące wschody słońca. 




Warto było wstać po 5 rano :)




Na uczestników obozu czekały również pyszne niespodzianki od BELCANDO, za co pardzo dziękujemy!



Kiedy wracaliśmy wyczerpani z sił, a zarazem naładowani ogromem pozytywnej energii, przed maską naszego psiobusa pojawił się pan jadący skuterem. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Jedyne straty poniósł psiobus, ale już stanął na 4 koła i lada moment będzie gotowy na kolejne wojaże. 



Tak w kwestii wojaży. Po troszeczku przemycałam w zdjęciach informację o planowanym tripie. Sporo osób pytało, gdzie, jak czym, z kim… Miała być moja wymarzona Ukraina, niestety pewne okoliczności sprawiły, ze trzeba ją w czasie odsunąć troszeczkę, a plany obecne zmodyfikować. W ten sposób wyklarował się obecny zarys, który ostateczny kształt przybierał będzie w zasadzie na bieżąco podczas podróży. Bardzo dużo zależy jest od pogody i warunków zastanych na miejscu. Jedno jest pewne nasz cel to RUMUNIA. O naszych przygotowaniach, oraz relacjach będzie sporo w kolejnych postach. Jeśli zasięgi pozwolą, będziemy się starać wrzucać na bieżąco jakieś info i drobne zajawki z podróży.


Póki co jeszcze przed wyjazdem czeka nas przyjęcie kilku psich gości, a kolejni swoje wizyty zapowiedzieli tuż po naszym powrocie.



No i bym zapomniała, zanim zapakujemy się w psiobusa by pokonać tysiące kilometrów, wybieramy się
z Rastą w tą niedzielę na Choszczeńską Dziesiątkę. Mam nadzieję, że przeżyjemy, bo chyba żadna z nas już nie pamięta jak się biega, a dystans 10 km bez nawet minimalnego przygotowania będzie ciężki.
Tak więc kciuki w niedzielę bardzo mile widziane, wręcz wskazane!

Share:

0 komentarze